Andrzej Kraśnicki „Statki i okręty. Tajemnice. Katastrofy. Bitwy”

Do tych ponurych i strasznych wydarzeń pewnie by nigdy nie doszło gdyby nie przekleństwo „Latającego Holendra”. Wszystko zaczęło się w 1641 roku… Holenderski kapitan Filip van der Dakken zabrał na pokład dwójkę nowożeńców, zakochał się w dziewczynie i zamordował pana młodego! Nieszczęsna dziewczyna wyskoczyła za burtę rzucająca na mordercę przekleństwo. Wkrótce obok Przylądka Dobrej Nadziei dopadł galeon Dakkena olbrzymi sztorm i wtedy kapitan – morderca wykrzyczał, że pokona przeszkodę choćby mu to miało zająć tysiąc lat. Od tej pory każdy kto ujrzy „statek widmo” jest skazany na zagładę. Wszyscy pechowcy opisani w tej książce tuż przed katastrofą mieli dziwne wizje…

Morskie opowieści…jednoocy piraci, korsarze z drewnianymi kończynami, ukryte skarby, potwory morskie…no nie tym razem ale będzie nie mniej ekscytująco. Zawsze zachęcam do czytania książek ale tym razem odradzam ją tym którzy wybierają się w podróż morską statkiem wycieczkowym, jachtem czy też motorówką!

Abordaż był sposobem walki na morzu stosowanym tylko do XIX wieku i polegał na szczepieniu się dwóch okrętów i walce wręcz ich załóg. 6 maja 1944 roku doszło do zadziwiającego zdarzenia. Amerykański niszczyciel BUCKLEY na swoich radarach wykrył łódź podwodną stojąca na powierzchni oceanu. Amerykański kapitan po krótkiej wymianie ognia zdecydował się na staranowanie U-BOTA! Uderzył go dziobem powodując duże zniszczenia niemieckiej łodzi ale na pokład amerykańskiego okrętu przeskoczyło kilku Niemców dokonując klasycznego abordażu. Doszło do gwałtownych walk wręcz ale Niemcy mieli pecha – na pokładzie eskortowca znajdował się jeden z najlepszych bokserów US Navy – Tim Kershaw. Po chwili U-BOOT poszedł na dno, zginęło 24 niemieckich marynarzy, uratowano 36 w tym 3 tak mocno znokautowanych, że nie można ich było docucić!. Jedyną amerykańską ofiarą był bokser Kershow, który uszkodził sobie kostki prawej ręki.

Kinomani zapewne dobrze pamiętają film p.t. „Szeregowiec Ryan” opowiadający o tym, że jeżeli ktoś zginie na wojnie to należy wycofać z pierwszej linii członków jego najbliższej rodziny. Scenarzyści tego filmu zainspirowali się prawdziwymi, jakże tragicznymi wydarzeniami. Trwała wojna z Japończykami więc pięciu braci Sullivan (w wieku od 20 do 27 lat) podtrzymując tradycje rodzinne zamustrowało na amerykański krążownik JUNEAU. W styczniu 1943 roku został on zaatakowany przez japoński okręt podwodny i już po kilku sekundach poszedł na dno… Zginęło 600 ludzi bo wielu z tych co przeżyli storpedowanie znalazło śmierć w paszczach rekinów! Żaden z piątki braci nie ocalał. Ten ogromny wstrząs dla całej Ameryki spowodował, że zabroniono przyjmowania osób blisko spokrewnionych do tych samych jednostek wojskowych.

Jeżeli już wspomniałem o rekinach… Amerykański krążownik INDIANAPOLIS w lipcu 1945 roku otrzymał rozkaz dostarczenia w okolice Japonii części do dwóch pierwszych bomb atomowych. O tej tajnej misji wiedziała tylko garstka najbardziej zaufanych osób. INDY w czasie całej drogi był okrętem najbardziej strzeżonym na świecie ale po wykonaniu swojej tajnej misji nikogo już nie interesował. Płynął samotnie w kierunku swojego przeznaczenia…

Tu mała dygresja dotycząca bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. W tych japońskich miastach zginęło łącznie około 200 tysięcy ludzi, to straszne, ale istnieją precyzyjne wyliczenia, że gdyby nie one to wojna potrwała by jeszcze co najmniej 2, 3 lata. Każdego dnia na tych niedostępnych, porośniętych dżunglą wysepkach ginęło setki amerykańskich żołnierzy i tracono sprzęt warty miliony dolarów. Materiał do przemyślenia: Zabić 200 tysięcy wrogów (bo to przecież Japończycy napadli na Stany Zjednoczone) czy skazać na zagładę co najmniej 400 tysięcy własnych obywateli? No to wróćmy do tragicznego losu krążownika. 29 lipca 1945 roku został storpedowany przez japońską łódź podwodną i poszedł na dno, co prawda ocalało 800 marynarzy ale pojawiły się rekiny…

Nie może zabraknąć w morskich opowieściach historii, które jeżą włos na głowie. Sprawa ta bulwersuje cały świat ludzi morza już od 150 lat!. W roku 1872 amerykański dwumasztowiec płynący z ładunkiem do Europy natknął się na inny amerykański żaglowiec MARY CELESTE, który nie odpowiadał na sygnały. Postanowiono do niego podpłynąć i sprawdzić co się tam dzieje. Kiedy marynarze weszli na jego pokład okazało się, że jest on pusty! Nie było na nim żywego ducha, ładunek był nienaruszony, wiele cennych rzeczy pozostało w kajutach, na stole drugiego oficera leżał zaczęty list do żony (urwany w połowie zdania!) a w jednej z kabin było rozpoczęte śniadanie z niedopitą kawą. Do dzisiaj trwają spory co się tam mogło wydarzyć – popełnili zbiorowe samobójstwo, porwali ich kosmici czy może uciekli na Thaiti? Marynarze, którzy penetrowali ten statek widmo opowiadali, że nigdy nie czuli takiego przerażenia jak tam. Wyobraźcie sobie – słychać jedynie trzepot żagli, stuk uderzających fal o burtę i odgłos własnych kroków.

Ps. W tej książce jest jeszcze wiele opowieści mrożących krew w żyłach, dla wielbicieli horrorów super gratka!