Witold Gadowski „Tajemnica spowiedzi”

(Kliknij żeby powiększyć)

Z pewną obawą biorę się za recenzję najnowszej powieści Witolda Gadowskiego ponieważ:

Gadowski to: „ agent Mossadu!”. Przecież podróżował po krajach arabskich robiąc swoje filmy i włos mu z głowy nie spadł! No więc kto mu zapewnił ochronę…?

Gadowski to: „ ruski agent!”. Bo to on w swoich programach drążył temat „pandemii covid” i zadawał niewygodne pytania. Nie jest ważne, że wszystko to o czym mówił – maseczki, które nie zatrzymują wirusa, szczepionki (preparaty?), które nie chronią przed zakażeniami, locdawny, które uczyniły wiele szkód – potwierdziło się w 100%. Panie Witoldzie, Wielcy Tego Świata robili ćwiczenia pod tytułem czy można ludzi zastraszyć i zniewolić (okazało się, że większość ludzi ma w sobie gen niewolnika), a Pan co? Judził! Wolny człowiek zawsze jest problemem…

Gadowski to: „ ruska onuca!” Nie chce być „sługą narodu ukraińskiego” jak nakazał niejaki Jasina i jasno mówi, że pomagać im trzeba ale zachowując zdrowy rozsądek. Nie jest ważne, że Ukraińcy nas nie szanują i oględnie mówiąc mają w nosie nasze uczucia o czym świadczy nominacja wielbiciela bandyty Bandery, Melnyka na wiceszefa ukraińskiego MSZ, czy też wyrok Ukraińskiego Sądu Najwyższego, że ukraińskie Waffen SS (odpowiedzialne między innymi za ludobójstwo Polaków na Woli w czasie Powstania Warszawskiego) nie było organizacją zbrodniczą i można na terenie Ukrainy wyznawać ich kult itd. Panu się to nie podoba? No to zwyczajnie szuka Pan guza!

A ta nowa powieść, to dopiero maszynka do robienia sobie wrogów! Chociaż chyba nie, tym razem zadziałał instynkt samozachowawczy, powieść jest zaopatrzona w jasną i czytelną deklarację, że wszystkie zdarzenia i postacie są wytworem wyobraźni autora. A wyobraźnia jest czymś bardzo pięknym, można sobie wyobrazić na przykład taką hipostazę jak uczciwy bezstronny sędzia, czy też polityk stawiający na pierwszym miejscu dobro wspólne a nie prywatne. Powieść Gadowskiego toczy się w przepięknym Krakowie, jeszcze piękniejszym Rzymie i cudownym Watykanie. Zastanawiające jest to, że w takich uroczych miejscach dochodzi do takich ponurych wydarzeń. Najważniejsze, kluczowe postacie tej opowieści to krakowski antykwariusz (zawodowy morderca!) i ksiądz, który został „zesłany” do pewnego krakowskiego kościoła, bo nie chciał służyć piekłu… A magiczny Kraków jest chyba wszystkim znany, dlatego każdy czytelnik, który znajdzie się w centrum akcji będzie wykrzykiwał: Tu byłem!, To miejsce znam! A tutaj piłem kawę! Ale po tej lekturze już nic nie będzie takie jak kiedyś, bo okazuje się, że po tych przepięknych uliczkach krąży również zło, które chce nam zabrać wolność. A czym jest wolność jasno powiedział powieściowy ksiądz Robert: „Człowiek wolny jest prawdziwy. Wolnych ludzi nie lubią biurokraci. Najbardziej jednak nienawidzą wolności ci, którzy chcą zyskać władzę nad innymi, dla których władza jest celem działania”. Niestety przekonano człowieka, że ułuda bezpieczeństwa jest ważniejsza od wolności. Ksiądz Robert jest człowiekiem, który zaczął robić karierę w Watykanie, tam zetknął się z diabelskim złem, ale udowodnił swoją postawą, że nawet grzeszny człowiek mający gen wolności i wolną wolę może powiedzieć NIE! Wielka kariera i przywileje nie zawsze są ważniejsze od zwykłej godności i człowieczeństwa. Kolejną ważną osobą tej powieści to antykwariusz. Tomasz to człowiek o mentalności wojownika. Szanował Jezusa a jednocześnie nie mógł zrozumieć młodego człowieka, który bez walki dał się ukrzyżować. Twierdził „Nie ma po co wdawać się w dyskusję z ludźmi, którzy mają broń. Trzeba po prostu z nimi walczyć”. Jego idolami byli tacy zuchwalcy jak Pizarro, który ze 180(!) ludźmi podbił dwumilionowe imperium Inków, czy też Cortes, który podbił Meksyk chociaż przewaga Indian wynosiła dziesięć tysięcy do jednego!! Tych dwóch tak różnych ludzi, Robert i Tomasz zostanie wplątanych w wielką aferę międzynarodową, która została szybciutko wyciszona przez Wielkich Tego Świata. Zdradzę tu rąbek tajemnicy powieści – chodzi o aferę, która doprowadziła do „samobójczej” śmierci miliardera Jeffreja Epsteina a jego nałożnica i pomocnica Ghislaine Maxwell wylądowała w luksusowym więzieniu. Powieść jest świetnie napisana i do ostatniej strony trzyma czytelnika w niepewności z pytaniem co dalej….? Chociaż może lepiej nie wiedzieć o takich mrocznych sprawach i żyć w błogiej nieświadomości?

P.s. Mój instynkt samozachowawczy też zadziałał. Pisząc o politykach, miałem oczywiście na myśli polityków zagranicznych, którzy przyjmują łapówki już nie w kopertach a workach!! A pisząc o sędziach miałem na myśli oczywiście sędziów piłkarskich, których zadziwiające werdykty mogliśmy „podziwiać” w czasie ostatniego Mundialu.