Piotr Szubarczyk „Inka, dziewczyna niezłomna”

”Walkę z nim stoczy sąd krzywoprzysiężny a placem boju będzie dół kryjomy a wyrok o nim wyda wróg potężny” A. Mickiewicz

Autor dzisiejszej lektury wielokrotnie gościł w Ostrowie Wielkopolskim ze swoimi prelekcjami. Wszyscy, którzy mieli okazję go słuchać wiedzą, że to człowiek o ogromnej erudycji i doskonały gawędziarz. Jego droga zawodowa też jest niezmiernie ciekawa – nauczyciel, później wieloletni pracownik IPN-u, posada w NIK-u zarządzanym przez Pana Banasia a dzisiaj jest publicystą w Gazecie Warszawskiej.

Czy bohaterka dzisiejszej omawianej książki była kimś niezwykłym, czy może jej życie było typowe dla tamtego pokolenia? Danuta Siedzikówna urodziła się w roku 1928, jej ojciec był leśniczym, który już od najmłodszych lat angażował się w działalność niepodległościową za co zapłacił wieloletnią zsyłką na Syberię. Matka była córką inżyniera wychowaną w atmosferze polskiego dworku. Wszystkie swoje trzy córki wychowali w duchu miłości do wolnej Polski. Dziewczynki dzieciństwo miały bardzo sielskie, które będą wspominały w dniach wojennej grozy.

Wybuchła wojna i dom w którym mieszkała rodzina Siedzików na skutek porozumienia naszych odwiecznych wrogów (pakt Ribbentrop – Mołotow) znalazł się w sowieckiej strefie. Prastare polskie ziemie stały się częścią czerwonego imperium i rozpoczęła się indoktrynacja komunistyczna i wyłapywanie Polaków nastawionych najbardziej patriotycznie. W rodzinnych stronach Inki znalazło się sporo kolaborantów, którzy wysługiwali się sowietom. Byli to głównie Żydzi, którzy objęli stanowiska w nowej administracji (jeżeli przypominanie f a k t ó w historycznych jest aktem antysemityzmu to wyrażam czynny żal i sypię na mój głupi łeb worek popiołu). Wacław Siedzik na skutek donosu został aresztowany i wywieziony znów na Syberię. Tam pracował w koszmarnych warunkach w kopalni złota. Z tego jakże gościnnego kraju wyszedł z armią Andersa, jednak był już tak wycieńczony, że umarł na żołnierskim szlaku…został pochowany w polskiej nekropoli w Teheranie. A matka Inki? Zwyczajny polski życiorys – należała do terenowej siatki AK i kiedy na te tereny wkroczyli Niemcy została zadenuncjonowana (ciekawe przez kogo?) i aresztowana. Była straszliwie torturowana przez Gestapo ale nikogo nie zdradziła. Została rozstrzelana przez Niemców we wrześniu 1943 roku. Miejsce jej pochówku nie jest znane. Pozostało po niej tylko kilka kartek z książeczki do nabożeństwa z których modliła się przed śmiercią: „Szczęśliwy i nie zna kaźni, kto w Pańskiej żyje bojaźni. Najmilsza jemu jest droga iść według przykazań Boga!”. Śmierć matki była tak strasznym i traumatycznym przeżyciem, że siostry (Danka i Wisia) postanowiły wstąpić do Armii Krajowej. Przysięgę złożyły w grudniu 1943 roku a później odbyły kurs dla sanitariuszek. Inka zaczęła pracować jako kancelistka w Nadleśnictwie Narewka. W roku 1945 tuż po zakończeniu wojny do nadleśnictwa przyjechali smutni panowie z UB i aresztowali wszystkich pracowników.

W czasie transportu doszło do niespodziewanej odsieczy. Konwój został zaatakowany przez grupę „Konusa”. W zamieszaniu uciekła i trafiła do słynnej 5 Wileńskiej Brygady AK majora Zygmunta Szendzielarza. Została jego łączniczką ale na skutek donosu została aresztowana i osadzona w gdańskim więzieniu. O koszmarnym „śledztwie” wiemy niewiele, jedno tylko wiemy na pewno – nikogo mimo tortur nie wydała. Sąd, który skazał ją na śmierć też był bardzo „ciekawy” – sędzią był były funkcjonariusz okupacyjnej niemieckiej Kryminalpolizei oraz prawie niepiśmienny kapral, który był ławnikiem. Siedzikówna została skazana na śmierć (przecież ta niespełna osiemnastoletnia dziewczyna mogła doprowadzić do upadku sowieckiego imperium!). I drobna dygresja – ostatni Komendant Okręgu Wileńskiego AK wydał rozkaz by wszystkich zidentyfikowanych funkcjonariuszy NKWD-UB likwidować jako przedstawicieli wrogiego państwa, zniewalającego Polskę. Rozkaz ten do dzisiaj nie został odwołany…może jest to jakaś nadzieja? Razem z nią miał być zamordowany jeden z najlepszych żołnierzy „Łupaszki” – „Zagończyk”. Pluton egzekucyjny (10 ludzi z pepeszami) oddał salwę tylko do „Zagończyka”!!. Widząc to, ich dowódca sowiecki spadochroniarz Franciszek Sawicki podbiegł do Inki (która zdążyła krzyknąć „Niech żyje Polska” i „Niech żyje „Łupaszka”) i z bliskiej odległości ją zastrzelił. Wieczna hańba temu łotrowi!!

Została pochowana w bezimiennym grobie, skazana przez komunistów na wieczną niepamięć jak tysiące innych pomordowanych polskich patriotów.

Jednym z najważniejszych programów Instytutu Pamięci Narodowej jest poszukiwanie miejsc pochówków ofiar komunistycznych oprawców. W roku 2014 ekipa poszukiwawcza pod kierownictwem profesora Krzysztofa Szwagrzyka natrafiła na miejsce pochówku Inki i „Zagończyka”. Z niebytu wrócili do polskiej świadomości!!

Z ostatniego grypsu Inki: „Powiedzcie mojej babci, że się trzymam, że zachowałam się jak trzeba”