
Ta książka jest przeznaczona dla ludzi w wieku 50+. Jest to opowieść o siermiężnych czasach w których wykluwała się nowa Polska-Polska Ludowa. Jest to przede wszystkim opowieść o ludziach którzy próbowali stworzyć gazetę, która byłaby namiastką wolnego świata w świecie terroru. To tutaj pisywali swoje felietony Leopold Tyrmand, Konstanty Idelfons Gałczyński czy Stefan Kisielewski. W tamtych bierutowskich i gomułkowskich czasach stworzyć pismo, które wywołało modę na wiedzę, popularyzowało kulturę, sztukę i inteligentne dowcipy to wielki wyczyn. A wszystko zaczęło się w 1945 roku za sprawą Mariana Eilego, który był redaktorem naczelnym „Przekroju”. Uważał on, że „pismo trzeba robić lekko tak żeby je mogła czytać bardzo inteligentna sprzątaczka, prosty profesor i prymitywny minister”. A co było w „Przekroju”? Na przykład porady dobrego wychowania Jana Kamyczka (jest to pseudonim Janiny Iphorskiej). Jedna z porad dla czytelnika, który zadał pytanie „czy ma prawo wymagać od gości by podczas odwiedzin nie palili papierosów w jego mieszkaniu?” Czytelnik otrzymał taka to odpowiedź: „palenie jest źle widziane przy małych dzieciach, na uroczystych akademiach czy też ze względu na zagrożenie pożarowe ale zabraniać palenia w mieszkaniu gościom jest objawem nie tylko złego wychowania ale i egoizmu!!” Jak to się czasy zmieniają…
Albo takie spotkania redakcyjne gdzie ustalano co będzie w kolejnych numerach tygodnika, które odbywały się czasami w „Gospodzie Aktorów” na Plantach. W czasie jednej takiej nasiadówki doszło do niecodziennego zdarzenia. Wielki rysownik Antoni Uniechowski bardzo przystojny człowiek miał problemy z uzębieniem więc po wielu namowach sprawił sobie zęby sztuczne do których nie mógł się przyzwyczaić. W ferworze dyskusji z Jerzym Waldorffem schował owe zęby do tylnej kieszeni w spodniach i zapomniał o nich. W pewnym momencie panowie poszli do bufetu na „kielicha”. Uniechowski wskoczył lekko na wysoki stołek i z wielkim wrzaskiem upadł na podłogę wijąc się z bólu. Okazało się, że własne zęby ugryzły go w pupę… „Przekrój” miał też swoją rubrykę modową. Pomysłodawczynią tej rubryki była Barbara Hoff. To właśnie ona wylansowała modę na trykot z dużym dekoltem, czy sławne tenisówki „trumniaki” które nosiły wszystkie dziewczyny w latach 50-tych ubiegłego wieku. W PRL-u „Przekrój” był swoistym fenomenem, jego nakład przekraczał czasami 500 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Co prawda w tamtych czasach nie sposób było uciec od tzw. polityki popierającej komunizm i okładek z „ojcami narodu” ale jednocześnie czasopismo to było swoistym oknem na świat demokratyczny. To tutaj można było poczytać np. Jorge Luisa Borgesa czy zobaczyć Bardotkę w stroju kąpielowym… No to może jeszcze jedna anegdota związana z „Przekrojem” ku nauce i przestrodze: Jednym z najlepszych grafików tam zatrudnionych był Daniel Mróz wielki oryginał, który nie potrafił wypowiedzieć zdania bez brzydkiego słowa zaczynającego się na k… Miał on małą córeczkę i pewnego razu wpadł wściekły do redakcji i opowiada co mu się przydarzyło: „ Nie wiem co się z tymi dziećmi dzieje. Siedzę sobie wczoraj k… przy biurku i pracuję k… córeczka bawi się w swoim łóżeczku i nagle słyszę – Tatuś, miś kulwa upadł!. Powiedz mi k… skąd dziecko zna takie słowa?
Książka ta jest bardzo ciekawym i prawdziwym obrazem polskiej powojennej rzeczywistości.
Felieton ten zakończę zwrotem, który bardzo często gościł w „Przekroju” zapowiadając jakiś czytelniczy hit – CZYTA SIĘ !!
Książkę Tomasza Potkaja „Przekrój Eilego” poleca Sławomir Gralka
