„Kondotierzy” Rafał Gan-Ganowicz

– Jak to jest zabić człowieka?

– Człowieka? Nie wiem. Zabijałem tylko komunistów

Polska „dzika gęś”, antykomunista, wielki patriota, korespondent radia Wolna Europa w którym występował pod pseudonimem Jan Rawicz. Rafał Gan-Ganowicz bo o nim dzisiaj będzie mowa to przykład młodego człowieka wplątanego w wielką machinę wojenną. Urodził się 1932r. Jego matka zginęła w czasie kampanii wrześniowej a ojciec podczas Powstania Warszawskiego. Osierocony młody chłopak widząc co wyprawia w Polsce „wyzwoleńcza” armia czerwona zaczyna razem z kolegami walczyć o odrobinę prawdy za pomocą ulotek i napisów na murach. Po latach stwierdził gorzko – „Sowieciarz czego nie może ukraść to niszczy. Sowieccy żołnierze wyrzucali przez okna radia i gramofony, rozbijali umywalki i muszle klozetowe. Zostawali w domach straszliwy bród i smród, no bo jak się już zniszczyło muszle klozetowe … Antykomunizmu nie wyniosłem z domu, nauczyli mnie go komuniści”. Ten młody chłopak w 1950 roku zagrożony aresztowaniem ucieka z Warszawy. Przypadek sprawia, że trafia do Berlina chowając się pod podwoziem wagonu! Po wielu perypetiach (szczegóły w książce) zdobył patent podporucznika który odebrał z rąk samego generała Andersa. Można by powiedzieć, że to życiorys jak wiele innych w tamtym straszliwym czasie. Ale nasz Pan Rafał postanowił walczyć z komunistami. A że powrót do Polski był wtedy dla niego niemożliwy wyjechał do Afryki. Tam trafił do Kongo gdzie wyszkoleni w Rosji instruktorzy chcieli doprowadzić do przejęcia tego kraju przez komunistów. Kongo, wtedy bardzo bogaty kraj posiadający wielkie złoża miedzi, uranu, złota i diamentów był bardzo ważnym przyczółkiem do kolejnych czerwonych podbojów. Jest tu cały opis strategii sowieciarzy, w jaki sposób wywołać zamieszki w spokojnym kraju (strategia jest ta sama od lat, co możemy zaobserwować oglądając zamieszki wywoływane przez hordy ogłupiałych ludzi niszczącym miasta w Stanach Zjednoczonych i Europie). Mieszkańcy Afryki opisani przez Gan-Ganowicza mimo że to wiek XX to zupełnie inna cywilizacja. Można było ich łatwo nastawić wrogo do białego człowieka wykorzystując ich wiarę w duchy, zabobony i odurzając narkotykami. „Niewidzialna ręka” sowietów jest odpowiedzialna za masowe mordy na mieszkańcach Konga i krwawe walki obronne. Dla nas mieszkańców Europy te opowieści są jak bajki o „żelaznym wilku”. Mamy rok 1965 a tam zaatakowało mieszkańców wioski plemię … ludożerców!! „Ludzie Krokodyle” porywali rybaków, którzy dokonywali nocnych połowów. Zostali oni unieszkodliwieni przez oddział Gan-Ganowicza. A on sam tak skomentował gorzko to wydarzenie – „Mówić o ludożerstwie w XX wieku to być posądzonym o rasizm!” (wszystkie media światowe przemilczały ten fakt). Jednocześnie „Kondotierzy” to prawda o głupocie zachodu, który dokonał dekolonizacji przy tak zwanych zielonych stołach Paryża i Londynu. Granice wytyczone niezgodnie z zasięgiem plemiennym, językowym i kulturowym ludności. Bardzo często w jednym wyzwolonym państwie mieszkają plemiona żywiące do siebie odwieczne antagonizmy. Więc nie dziwmy się, że dochodzi tam i dzisiaj do krwawych zamieszek (warto tu przypomnieć ludobójstwo dokonane przez plemię Hutu na ludności Tutsi w roku 1994. Wymordowano wtedy ponad milion osób!) Warto zapoznać się z przeżyciami człowieka, który brał udział w walkach, w czasach wielkich zmian w Afryce. Przemyślenia zawarte w tej książce są dzisiaj politycznie niepoprawne a więc czytajmy je bo jakieś ideologiczne lobby skaże je na przemiał i zapomnienie.

Rafał Gan-Ganowicz walczył jeszcze w Jemenie a po zakończeniu swojej „kondotierskiej” przygody mocno zaangażował się w działalność antykomunistyczną. Ten wielki patriota widząc jak miękko wylądowali komuniści i SB-cy w Polsce po 1989 roku powiedział o Okrągłym Stole: „Z komunistami i zdrajcami własnego narodu nie negocjuje się ale strzela się im w łeb”

Święte słowa.

Rafał Gan-Ganowicz „Kondotierzy” poleca Sławomir Gralka