
Na balu sylwestrowym w Domu Polskim „Sanacja” pojawił się Napoleon Bonaparte. Ten znakomity gość postanowił podzielić się z Czytelnikami Kuriera swymi przemyśleniami, które przytaczam poniżej:
Stoję przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego w Ostrowie Wlkp. w ten Sylwestrowy wieczór i rozmyślam. W dłoni trzymam lampkę mojego ulubionego wina CHAMBERTIN (oczywiście z wodą!).
Gdyby los pozwolił mi spotkać Marszałka to wręczyłbym mu Legię Honorową i wytargał za ucho. Piłsudski był Wielkim Polskim Patriotą, wielkim żołnierzem i jak zapewne wiecie Piłsudski był gorącym admiratorem mojej osoby.
Ten Nowy Rok i okres karnawału przypomniał mi bale w Polsce. Pamiętam jak 01.01.1807 roku zawitałem do Warszawy – kilka dni wcześniej stoczyłem bitwę pod Pułtuskiem – niestety działania wojenne trzeba było wstrzymać więc zarządziłem : „Ponieważ nie można się bić, należy balować”. Wielki bal odbył się w kamienicy Tepperów na ulicy Miodowej. Poznałem tam Marię Walewską. Tam się zaczęła ta wielka, romantyczna miłość, która zaowocowała naszym synem Aleksandrem-Florianem. (Zrobił on wielką karierę we francuskiej dyplomacji.
Ale wróćmy do balu i Walewskiej. W trakcie najlepszej zabawy zauważyłam, że dwóch „fircyków” gen. BERTRAND i Ludwik de PERIGORD coś za bardzo nachalnie zalecają się do mojej Marii, więc jeszcze tej nocy wysłałem ich z ważnymi misjami do odległych placówek. Tancerzem byłem raczej słabym ale na tym balu ruszyłem w tany co Pani Potocka skomentowała: „Najjaśniejszy Panie jak na wielkiego człowieka tańczysz doskonale”. Kolejny bal w Polsce, który zapamiętałem odbył się kilka dni później (22.01.1807r.) w apartamentach Potockich. Wydał go mój szwagier MURAT, genialny kawalerzysta i jeszcze większy kobieciarz. Ileż śmiechu było na tym balu, ponieważ Polki nie umiały tańczyć kontredansa a Francuzi nie mieli pojęcia o mazurze i polonezie. Nastąpiła wspólna nauka, potykano się, mylono kroki i próbowano na nowo (ileż sposobności do zawarcia bliższych relacji!!). Nawet ja tam zatańczyłem kontredansa – oczywiście, z szambelanową Walewską. Równolegle z balami w poniedziałki i piątki wydawałem przyjęcia uświetniane włoską muzyką nadwornej orkiestry kierowanej przez sławnego Paera. Niestety 30 stycznia musiałem opuścić Warszawę.
Kolejne wspomnienie dotyczące tańca, to próba nauczenia mnie walca przed ślubem z Marią Ludwiką, podczas której dostałem zawrotów głowy. Moje skromne osiągnięcia tancerza zawdzięczam swojemu nauczycielowi z Valence Panu DAUTELOWI dzięki któremu wykonywałem na zakończenie balów, podczas tańczenia kotylionu figurę zwaną „GRAND PERE”. Pora podziękować Marszałkowi za towarzystwo i powrócić na salę balową, by kotylion nie odbył się beze mnie
Wasz NAPOLEON
PS.
Wszystkiego dobrego dla Polski i polskich patriotów w Nowym 2019 Roku”
Sławomir Gralka
