
Jest koniec października 1994 roku … Wszystkie gazety opisują niezwykłe wydarzenie: pani profesor Lanckorońska przekazała Polsce w darze dwa obrazy namalowane przez Rembrandta. Są to ,,Portret młodej kobiety” i ,,Uczony przy pulpicie”, które kiedyś należały do ostatniego polskiego króla Stanisława Poniatowskiego.
Zanim obrazy trafiły po raz pierwszy na polską ziemię, to musiały być najpierw wyczarowane genialnym pędzlem Rembrandta a on tego dokonał w 1641 roku. Ten wielki malarz o czym mało kto wie był również zapalonym kolekcjonerem. Oprócz obrazów swoich i swoich kolegów zbierał ryciny i rysunki, był posiadaczem niezwykłej kolekcji instrumentów muzycznych, kostiumów teatralnych, strojów indiańskich, lalek jawajskich, muszli, koralowców a w jego pracowni stał wypchany rajski ptak! Większość tych skarbów kupował na aukcjach w Amsterdamie gdzie pojawiały się różne dziwa: zmielone mumie, sproszkowane zęby nerwala, jaja strusie i buteleczki ze smoczą (!) krwią!
A te dwa obrazy, które nas dzisiaj interesują po śmierci ich twórcy odbyły zadziwiające peregrynacje (szczegóły jaj zwykle w książce), ale nas najbardziej ciekawi w jaki sposób te arcydzieła znalazły się w Polsce. Jest koniec XVIII wieku, całą Europę ogarnął wtedy ,,szał” kolekcjonowania ; wszyscy możni – książęta i arystokraci zakładają prywatne kolekcje dzieł sztuki. Również wtedy powstają pierwsze muzea: Muzeum Brytyjskie w Londynie (1753r.), Luwr w Paryżu (1792r.) czy Galeria Narodowa w Pradze (1796r.). Nasz ostatni król też marzył o swoim muzeum. Zbierał rzeźby, obrazy, ryciny, książki i monety. W roku 1775 do Polski przyjechał berliński handlarz dziełami sztuki Jacques Triebel (do jego klienteli należeli najbogatsi kolekcjonerzy Europy – Katarzyna II i Fryderyk Wielki). Nie ma się więc co dziwić, że w jego powozie znajdowały się same rarytasy… chociażby dwa interesujące nas obrazy. Król Poniatowski zakupił je od handlarza, ale musiał mieć problem z płatnością za nie, bo aż przez dwa lata do roku 1777 kupiec dopominał się zapłaty. Dzięki spisom inwentarzowym z 1795 roku wiemy, że znalazły one godne miejsce w Pałacu na Wyspie w warszawskich Łazienkach. Niestety nie dane im było tu długo zagrzać miejsca, Polska została przez rozbiory ,,wytarta” z map Europy i obrazy zostały sprzedane Kazimierzowi Rzewuskiemu (kolekcjonerowi, uwodzicielowi i hulace) i znów wyruszyły w drogę – tym razem do Wiednia. To tam Rzewuski wydał swoją jedyną córkę za arcybogatego Antoniego Lanckorońskiego i w ten oto sposób arcydzieła zostały ozdobą Sali Holenderskiej Wiedeńskiej rezydencji Lanckorońskich.
Zostawmy na razie fascynujące wędrówki ,,Rembrandtów” i przypomnijmy sobie kim była pani Karolina Lanckorońska, która podarowała wiele dzieł sztuki do Zamku Wawelskiego w Krakowie i Zamku Królewskiego w Warszawie. Urodziła się w 1898 roku (ojciec Polak, matka Niemka). Już jako małe dziecko uwielbiała sztukę. Zresztą trudno by jej było nie doceniać piękna przedmiotów skoro wszystkie rodzinne rezydencje były małymi muzeami sztuki. Ojciec Karoliny był wielkim pasjonatem fotografii i w krótkim czasie stworzył kolekcje stu tysięcy zdjęć na których oprócz dzieł sztuki zostały uwiecznione jego dalekie i bliskie podróże. Te fotografie pozwoliły Karolinie zapoznać się z największymi światowymi arcydziełami, a kolekcja pana Karola była jedną z największych w Europie. Karolina w roku 1920 roku kończy szkołę średnią i zostaje studentką historii sztuki na Uniwersytecie Wiedeńskim, w roku 1927 jest jedną z bardzo nielicznych kobiet, które mogą się poszczycić doktoratem z historii sztuki. Majątek jaki posiadała pozwalał jej na spokojne beztroskie życie ale ona wolała podjąć pracę w Rzymie, we włoskim oddziale Polskiej Akademii Nauk a następnie była wykładowcą na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Aż przeszedł pamiętny wrzesień 1939 roku…. Pani Karolina już w styczniu 1940 roku złożyła przysięgę i została żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, niebawem jednak zagrożona aresztowaniem uciekła ze Lwowa przez ,,zieloną” granicę do Krakowa (od okupanta czerwonego do okupanta brunatnego). Tutaj zaczęła pomagać więźniom w instytucji honorowanej przez Niemców – Radzie Głównej Opiekuńczej (RGO). Została szybko aresztowana (Za co? Za konspirowanie przeciwko ,,rasie panów” i że nie chciała zostać Niemką, no bo przecież jej matka…) i zamknięta w więzieniu. Przez wiele dni siedziała samotna w brudnej celi bez światła dziennego. Co jej pomogło przetrwać te samotne dni gdy słyszała tylko egzekucje innych więźniów? Wyobraźnia! Wyobrażała sobie, że wędruje po muzeach, które już kiedyś widziała i przypominała sobie sale wypełnione arcydziełami Vermeera, Bruegla, Goi i Tycjana. Później została osadzona w straszliwym obozie koncentracyjnym w Ravennsbrück…. Przeżyła!
Ps. A jak przeżyły wojnę dwa obrazy namalowane przez Rembrandta? Gdzie były przechowywane i dlaczego pani Karolina Lanckorońska zadecydowała o ich przekazaniu na Zamek Królewski w Warszawie?
Ps. 2 Jestem chyba wiecznym malkontentem… Naukowcy przeprowadzili badania, z których wynika, że turysta zwiedzający muzea zatrzymuje się przed obrazem przeciętnie na dziewięć(!) sekund!!! Mój wniosek jest niecenzuralny…
