
DOM BEZ KSIĄŻEK JEST JAK CIAŁO BEZ DUSZY – Cyceron
Bibliofilstwo – zbieranie starych szpargałów, na których gromadzi się kurz, czy może jest to zamiłowanie do książek, ich kolekcjonowanie ze względu na ich zawartość ( treść) i piękno (oprawy, ryciny, papier…).
Poznański antykwariusz i bibliofil pan Leonard Rosadziński wydał niedawno książkę – album, poświęconą księgolubom. Nim omówię jej zawartość to kilka chwil dla wielbicieli pięknych przedmiotów (według mnie książka jest najpiękniejszą rzeczą wynalezioną przez człowieka). Jeżeli książkę wydaje bibliofil, to nie może być lipy, ten album jest wydany super luksusowo: twarda lakierowana doskonała oprawa, papier kredowy najwyższej jakości, ilustracje przepięknie wkomponowane w tekst, wysmakowane inicjały… Takie cudo można oglądać i oglądać, ale nie mniej ważna jest jej zawartość. Książka ta, to siedemnaście rozmów-gawęd z bibliofilami poznańskimi i okolic. Każdy zaproszony przez pana Leonarda gość odbył z nim kilkugodzinną rozmowę w jego domu (a dom ten jest szczelnie wypełniony książkami) i opowiadał o swoich początkach czytelniczych, które z czasem zmieniało się w szeroko pojęte bibliofilstwo. Laicy myślą, że bibliofil to taki gość, który zbiera książki i druki sprzed kilku wieków, owszem, ale miłośnikiem książek jest też pasjonat gromadzący literaturę popularną.
A co zbierają bibliofile? Na przykład pan Wojciech Rybarczyk zbiera….etykiety zapałczane i literaturę poświęconą tym małym obrazkom graficznym (jest również autorem unikatowej książki o tej swojej pasji „Życie z konikiem” – posiadam jej egzemplarz!). Pan Rybarczyk zbiera poza tym książki o polskiej historii, pamiętniki, biografie wielkich ludzi (nie mylić z tzw. celebrytami!!) i klasykę literatury polskiej.
Jak ważna może być rola rodziców na przyszłą drogę życiową dziecka niech świadczy opowieść pana Piotra Grzelczaka. Pan Piotr jak już zaczął wyrastać z książek dla dzieci, to otrzymał od swojej mamy książki o przygodach Tomka Wilmowskiego autorstwa Alfreda Szklarskiego. Będąc pod ich ogromnym wrażeniem, jak już dorósł to wraz z małżonką rozpoczął wędrować po świecie. W swojej kolekcji posiada stare atlasy geograficzne, książki podróżnicze (bo od nich wszystko się zaczęło) i książki poświęcone masonerii.
Tutaj każdy rozdział jest uroczą opowieścią o książkach o ich zdobywaniu i gromadzeniu, ale najważniejszy jest (dla mnie) rozdział poświęcony mojej nikczemnej osobie. Przed przystąpieniem do tej pracy pan Leonard dokonał morderczej selekcji i do książki wybrał najlepszych z najlepszych, taki swoisty GROM. W tej gawędzie pan Rosadziński opowiada o swojej fascynacji książkami Waldemara Łysiaka, zwłaszcza tymi, które mówią o bibliofilstwie (Waldemar Łysiak jak już kiedyś pisałem jest KRÓLEM POLSKICH BIBLIOFILÓW) oraz o początkach naszej znajomości. A ja opowiadam mu o swoim księgozbiorze, który jest wielokierunkowy – zbieram książki poświęcone Napoleonowi, Piłsudskiemu, historii polski (wiek XIX i XX), książki o Kaliszu i Warszawie ale oczywiście najważniejszy jest dział poświęcony Waldemarowi Łysiakowi. Uważni czytelnicy tej rubryki wiedzą, że jestem wielkim wielbicielem jego twórczości (wiem, to bałwochwalstwo ale dobrze mi z tym!), mam w swoim zbiorze wszystkie jego książki z autografami – niezły wyczyn biorąc pod uwagę, że autor nie spotyka się z czytelnikami – artykuły prasowe, które sam napisał (pierwsze ukazały się w 1969 roku!) oraz artykuły, które napisano o nim. W tej książce opowiadam o moich spotkaniach z tym wybitnym pisarzem i o innych ciekawostkach ale żeby dowiedzieć się dalszego ciągu należy zdobyć tego BIAŁEGO KRUKA.
Na tym kończę ten mój najbardziej nieskromny felieton poświęcony książkom; chwalipięta jestem, ale kto wie, może następnym razem napiszą o mnie dopiero w dziale nekrologi…
