
,,Gitara z akademika
i ś w i ę t a poezja Stachury…”
Stare Dobre Małżeństwo
Edward Stachura (bo on jest bohaterem dzisiejszej lektury) twierdził, że ,,wszystko jest poezją” i udowadniał to całą swoją twórczością. Żył krótko ale za to niezwykle intensywnie, za szybko…
Urodził się w 1937 roku w rodzinie polskiej, która mieszkała we Francji. Spędził tam wczesne dzieciństwo i lata wojny. Już tam ujawniły się jego zamiłowania do wędrówek, , które będzie opiewał w swojej przyszłej twórczości. Rodzina Stachurów powróciła do Polski na stałe w roku 1948.
Ten znakomity (w przyszłości) poeta miał w szkole problemy z językiem…. polskim! Nawet na świadectwie dojrzałości widnieje ocena dostateczna z języka ojczystego. Stachura, który swoje życie spędził w siermiężnej, komunistycznej Polsce nie odczuwał potrzeby buntu przeciwko ustrojowi, nie interesowała go polityka czy też wszechobecny kryzys. Jego poezja i proza (bo pisał również powieści) są tworzone jakby w innej czasoprzestrzeni. Bohaterowie jego twórczości żyją tak jakby nie istniał PRL, ciesząc się wolnością na swoich zasadach. Nie wiadomo ile jest kreacji w jego utworach a ile jest opowieści o sobie samym. Kochał życie trampa, uwielbiał podróżować i nieustannie się przemieszczać:
,,Włóczęgą jestem
co późną nocą
gwiazdy wykrada
i rozdaje ubogim”
Jego utwory tak dalekie od szarej polskiej codzienności z roku na rok przysparzały mu coraz więcej wielbicieli, być może dlatego, że ludzie niezależnie od szerokości geograficznej mają podobne lęki, pytania o tajemnicę bytu i sens istnienia:
,,Jak winny – i – niewinny sumienia wyrzut
że się żyje gdy umarło tylu tylu tylu.
Jak lizać rany celnie zadane
Jak lepić serca w proch potrzaskane”
Wiele osób czytając utwory Stachury zadawało sobie podobne pytania i miewały te same rozterki. Biografia ta jest bardzo solidnie udokumentowana, życie naszego ,,włóczykija” jest opisane niemalże dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku… Jego pierwsza powieść ukazała się w druku w 1962 roku. Był to ,,Jeden dzień”, który spotkał się z wielkim uznaniem krytyków i został okrzyknięty jednym z najciekawszych debiutów powojennych. Ale nie zabrakło również obrazoburczych prześmiewczych recenzji: ,,Książka jest o tym, że narrator nie ma gdzie mieszkać a z następnej pewnie dowiemy się, że bohater nie ma co jeść…” . Następnie ukazywały się tomiki jego wierszy, w których wykreował mit wagabundy, wiecznej samotnej tułaczki w poszukiwaniu ,,samego siebie” :
,,Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech gwiazdo – ogniku ty błędny moich dni.
Spraw, by wreszcie skończyła się ta męka
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi”
Stachura był również… śpiewającym bardem. Nauczył się grac na gitarze i wykonywał swoje kompozycje, najpierw dla nielicznego grona a później swoje utwory prezentował na antenie radiowej ,,Trójki”. Do telewizji ze swoim repertuarem trafił dzięki Janowi Pietrzakowi .Jak to się stało? No więc… trzeba kupić książkę i tam odszukać sobie odpowiedni fragment, tej pasjonującej przygody.
Jego życie to również poszukiwanie miłości, kobiety, która by była spełnieniem jego marzeń, tą jedyną! Wydawało się, że odnalazł swoją połówkę – była nią Zyta Orszyn, którą poślubił, ale w tej miłości nie było happy endu.
,,Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim
Ja cóż niespokojny duch
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko”
Kryzys małżeński a później jego rozpad wywołał u niego wielkie cierpienie, które łagodził alkoholem. Zmagał się z alkoholem i z samym sobą, z odwiecznymi pytaniami bez odpowiedzi – ,,dlaczego i po co”. Znów dużo podróżował po świecie i po polskich bezdrożach, to ,,opętanie” zaprowadziło go w końcu na tory kolejowe…
,,Umieram za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy…”
WSZYSTKO JEST POEZJĄ!!!
