Marta Bogacka – „Bokser z Auschwitz”

Achtung! Achtung! Ring wolny, runda pierwsza! I w tym momencie potężnie zbudowany Niemiec rzucił się na wychudzonego, zabiedzonego, niższego o głowę więźnie Auschwitz…

Czy w piekle można zachować człowieczeństwo? Czy w nieludzkich warunkach można pozostać człowiekiem? Jakimi kryteriami posługiwać się oceniając postawy ludzi skazanych na zagładę, osadzonych w nieludzkich warunkach i traktowanych jak wściekłe zwierzęta?

Nasz dzisiejszy bohater urodził się w Warszawie w 1917 roku, bardzo szybko stracił ojca ale matka całe swoje życie poświęciła dzieciom którym wpoiła, że najwyżej w hierarchii stoi Bóg, później honor a następnie Ojczyzna, której mają wiernie służyć. Był dobrym uczniem a harcerstwo do którego należał wyrobiło w nim samodzielność, odpowiedzialność za słowa i czyny oraz zainteresowanie wojskiem i militariami. W szkole zaczął pasjonować się sportem, na początku była to piłka nożna ale wkrótce odkrył swoją dyscyplinę sportu – boks. Okazała się, że Tadeusz Pietrzykowski (bo właśnie jemu poświęcona jest dzisiejsza lektura) ma niesamowity talent do tej dyscypliny sportu. Nie bez znaczenia jest też to, że jego trenerem był sam legendarny Feliks Stamm uważany za twórcę tzw. polskiej szkoły bokserskiej. „Teddy żelazna pięść” do roku 1938 rozegrał wiele pasjonujących wygranych walk, ale po zdaniu matury powoli wycofywał się z czynnego uprawiania sportu, bo zamierzał ubiegać się o indeks w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego. Ten młody człowiek nie przypuszczał wtedy, że nabyte umiejętności bokserskie będzie musiał wykorzystywać w najważniejszej walce – walce o przeżycie w najpotworniejszych obozach koncentracyjnych. Po wybuch II Wojny Światowej „Teddy” postanowił przedostać się do Francji by walczyć z Niemcami ale niestety został schwytany blisko granicy jugosłowiańskiej. Osadzono go w więzieniu a następnie przetransportowano do KL Auschwitz. Tu otrzymał nr obozowy 77 i tu rozpoczęła się codzienna gehenna – głód, brak wody, wyczerpująca praca i ciągłe bicie. W takich warunkach Pietrzykowski przeżył do marca 1941 roku kiedy przez przypadek zaproponowano mu walkę z niemieckim mistrzem bokserskim. Ważył wtedy 40 kg a Niemiec 70! Ale to właśnie Tadeusz Pietrzykowski wygrał i otrzymał bochenek chleba! Ta walka oraz kolejne pomogły mu przetrwać w tym piekle na ziemi ale najbardziej niesamowite było jego spotkanie z samym Ojcem Maksymilianem Kolbe. Pewnego dnia zauważył więźnia maltretowanego przez niemieckiego brygadzistę a że był już znanym bokserem SS-mani zgodzili się na jego walkę z tym niemieckim oprawcą. Błyskawicznie powali tego sadystę i gdy zabierał się żeby mu solidnie dołożyć… maltretowany więzień upad przed nim na kolana i zaczął błagać: „nie bij synu, nie bij”. Dla porywczego Pietrzykowskiego był to szok i dopiero później dowiedział się w czyjej stanął obronie. Z Ojcem Maksymilianem spotykał się jeszcze wielokrotnie aż do pamiętnego apelu na którym ten święty człowiek ofiarował swoje życie za życie innego więźnia.

„Teddy” nie mógł zrozumieć jego dobrowolnej ofiary i dopiero po wielu latach dotarło do niego, że dane mu było spotkać kogoś niezwykłego.

Pietrzykowski w Auschwitz poznał i zaprzyjaźnił się z kolejnym niezwykłym człowiekiem – Witoldem Pileckim! Już po wojnie gdy skazano Pileckiego na śmierć próbował wraz z innymi więźniami Auschwitz interweniować u ówczesnego Premiera Cyrankiewicza o łaskę dla skazanego. Ta interwencja jak wiadomo była bezskuteczna a Tadeusz Pietrzykowski naraził się bezpiece…

PS

-„Teddy” wraz ze swoim kolegą dokonał zamachu na Komendanta Obozu Rudolfa Hössa – pasjonujące szczegóły w książce

– Rudolf Höss miał ukochanego psa- bandytę Rolfa. Dzięki Pietrzykowskiemu pupil niemieckiego bandyty Hössa przepadł bez wieści …

Marta Bogacka – „Bokser z Auschwitz”

Od autora recenzji: Z recenzją,opisem, zachętą do przeczytania tej książki czekałem na premierę filmu MISTRZ, który mial opowiadać losy Tadeusza Pietrzykowskiego. Wczoraj wieczorem wróciłem z kina wściekły i zbulwersowany. Film jak film, może i dobry tylko, że nieza wiele ma wspólnego z realiami obozowymi. Scenarzysta „nawymyślał” tyle nieprawdopodobnych zdarzeń, których nigdy nie było i nigdy się nie wydarzyły… Najchętniej napisałbym kolejne PS mówiące o fałszowaniu historii, ale przecież film fabularny nie musi opowiadać prawdy.

Dopisek redakcji: Rzeczywiście film fabularny nie musi opowiadac prawdy, ale fikcja dotycząca prawdziwych osób i wydarzeń jest przyjmowana przez widzów jako prawda. Pytanie: czy to wypaczanie i tak znikomej wiedzy odbiorców jest wynikiem nieodpowiedzialnego podejścia twórców filmu, czy ich świadomym działaniem obliczonym na „wzmocnienie” przekazu – jaby prawdziwe wydarzenia wystarczająco „mocne” nie były. Otrzymaliśmy niezły warsztatowo film, którego rola edukacyjna została jednak wypaczona. A szkoda, bo tego typu tematyka filmów powinna służyć uzupełnieniurzetelnej, historycznej wiedzy Polaków i nie tylko Polaków.