
„Wszystko co najlepsze dałem Polsce i Polakom. Jestem z tego dumny”
Jest rok 1978 Mundial w Argentynie, polscy piłkarze przegrali właśnie mecz z gospodarzami, w szatni panuje atmosfera grobowa. Nagle wpada grupa umundurowanych argentyńskich oficerów i informują, że za chwilę odwiedzi Polaków prezydent Vidal, który chce pogratulować chłopakom wspaniałej gry w czasie meczu. I rzeczywiście w ciągu kilku sekund do szatni wkroczył sam prezydent. Wygłasza same komplementy do polskiej drużyny, która stoi na baczność zupełnie golusieńka bo piłkarze ledwo zdążyli wyskoczyć spod pryszniców. W pewnym momencie prezydent Vidal wyciąga rękę do Tomaszewskiego, który lewą ręką zakrywa przyrodzenie a prawą podaje prezydentowi. W tej tragikomicznej chwili Pan Jacek Gmoch nie wytrzymuje i parska śmiechem!!
Jacek Gmoch to człowiek legenda dla wielbicieli futbolu. Ten absolwent Politechniki Warszawskiej był prekursorem zastosowania metod naukowych w piłce nożnej, był twórcą i pomysłodawcą tzw.”banku informacji” a ów „bank” to było olbrzymie archiwum z wiadomościami o drużynach piłkarskich na różnych szczeblach o trenerach, piłkarzach, ich mocnych stronach i „piętach achillesowych”. Te wiadomości pozwoliły na zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa w przewidywaniu wyników sportowych. Pan Jacek był pionierem w tej dziedzinie – dzisiaj każda dobra drużyna ma swój „bank informacji” i osoby które przekazują trenerom czego można spodziewać się po przeciwniku. Ale w latach 70-tych ubiegłego wieku metody pracy Gmocha budziły zdziwienie i drwiny. Nigdy nie oceniano go na trzeźwo – była albo miłość, albo nienawiść. Świat piłkarski był wtedy zamkniętą ortodoksyjną sektą ludzi „nie uczonych” a on przyjaźnił się z grupą intelektualistów i artystów którzy kochali futbol. Wolał rozmawiać o piłce z Hanuszkiewiczem, Dygatem czy Holoubkiem a nie słuchać „pseudo ekspertów i analfabetów z gazet sportowych”. A swojemu bliskiemu koledze, wybitnemu pisarzowi Waldemarowi Łysiakowi nie może „wybaczyć” że ten był w Janinie przed nim i zwiedził miejsca związane z Ali Paszą. Jacek Gmoch mówi o sobie, że jest polskim patriotą, wychowanym na etosie Piłsudskiego, o politykach mówi cierpko „jest to kasta pozbawiona jakichkolwiek wizji i talentów”. Za najlepszego ambasadora Polski uważa Roberta Lewandowskiego, który świetnie gra i nie gada głupot. Ta książka to nie tylko „spowiedź” genialnego selekcjonera, ale również gorzkie historie o korupcji w sporcie i o tym jak działają agenci piłkarscy a zwłaszcza różnego rodzaju „pośrednicy” którzy zarabiają kolosalne pieniądze nie inwestując i niczym nie ryzykując „uważam, że pośrednictwo powinno być jeśli nie zlikwidowane to bardzo mocno ograniczone zwłaszcza w sporcie młodzieżowym”. Ale wróćmy do złotej ery polskiej piłki. Jacek Gmoch wyjawia nam kulisy pracy z Kazimierzem Górskim, zdradza tajemnice „szatni” piłkarskiej które trzeba poznać ba taka wiedza otwiera oczy na to czym naprawdę jest sport. Te tajemnice „kuchni” piłkarskiej są wiedzą bezcenną dla kibiców i wielbicieli piłki nożnej. Jednocześnie Pan Gmoch opowiada o swojej fascynacji Grecją (pracował tam przez wiele lat jako trener i tam teraz mieszka) – jej zabytkami, klimatem i ludźmi. Równocześnie zdradza nam tajniki pracy z greckim zawodnikami np. kazał im wbiegać na wysoką górę w obciążonych kamizelkach i gdy wreszcie zawodnicy wymęczeni i wściekli wbiegli na tą piekielną górę… czekała tam na nich nagroda – świeżutka pieczeń i wino. Po tej kolacji do której przygrywała góralska kapela wszyscy zawodnicy wrócili z tego treningu bardzo zadowoleni. A tak w ogóle to Pan Jacek uważa, że miał w życie dużo szczęścia „A szczęście w życie trzeba mieć. W Grecji mawiają, że bez niego to nawet panna młoda zaśnie ci podczas nocy poślubnej”
Milej lektury!
„Najlepszy trener na świecie” z Jackiem Gmochem rozmawiają Arkadiusz Bartosik i Łukasz Klinke
