





Tym razem wylądowałem w Wiedniu. Pierwsze wrażenie – jakie to piękne i spokojne miasto. Czysto tu i bezpiecznie. Wyruszam z hotelu na zwiedzanie miasta i ja wieczny malkontent zauważam za smutkiem, że łatwiej zjeść tutaj kebab turecki niż sznycel wiedeński.
Ech, za Sobieskiego tego by tu nie było….
Ale skoro już o jedzeniu mowa to chyba wszyscy wiedzą, że najsłynniejszym ciastkiem Europy jest tort Sachera. Jego receptura jest pilnie strzeżona od – bagatela! – 1832 roku.. Łasuchem nie jestem ale zwiedzanie tym razem zaczynam od pysznej kawy wiedeńskiej i czekoladowego lekko morelowego torcika Sachera.
I tak pokrzepiony wyruszam do galerii ( nie handlowej) . Moim celem jest Muzeum Historii Sztuki (Kunstistorisches Museum Wien) Ta szacowna placówka jest jednym z największych w świecie obiektem zbiorów sztuki starożytnej, malarstwa europejskiego i monet. Wnętrze tego monumentalnego muzeum jest wypełnione arcydziełami największych tuzów malarstwa. Tym razem nie będę ich wymieniał bo tych gigantów jest tu tylu , że wstyd by było kogoś pominąć. Więc znów mordercza selekcja i prezentacja tych, które wywarły na mnie największe wrażenie.
Czy jest coś piękniejszego od życia? Czy jest coś bardziej budzącego grozę niż przemijanie, starość i nieuchronna śmierć? Hans Baldung Green oddał po mistrzowsku trzy etapy życia ludzkiego i nieuchronnej śmierci. Kobiety ukazane na tym obrazie są smutne, bo nie są zadowolone z przemijania czasu. Ten obraz jest przestrogą – nawet najpiękniejsze kobiece ciało ulega przemijaniu i warto może zadbać o rzeczy ważniejsze niż ulotna uroda? Klepsydra w dłoni seniorki już odlicza ziarnko po ziarnku…
Ale pycha ludzkiego gatunku jest nieograniczona czego przykładem jest obraz Pietra BRUEGELA STARSZEGO pod tytułem „Wieża Babel” Malarz ukazał nam swoją interpretację Księgi Rodzaju. W Biblii czytamy, że ludzie nie mając błogosławieństwa Boga zjednoczyli się i poprzez tę budowlę chcieli pokazać Mu swoją ludzką potęgę ale Stwórca pomieszał ludziom języki i od tej pory nie mogą się ze sobą porozumieć. Ta siedmiopiętrowa wieża, która powoli się rozpada pokazuje czym jest człowiek wobec Boga.
A w kolejnej sali mój ulubieniec Jan Vermeer. Żeby powstało arcydzieło musi być malarz, talent i iskra boża oraz … pracownia artysty. Właśnie taką pracownię mistrz Vermeer nam tu ukazał. Widzimy artystę i jego modelkę . Na stole znajdują się różne przedmioty: gruba księga, maska i otwarty zeszyt. A na ścianie mapa na której po obu stronach umieszczone są wizerunki różnych miast, między innymi Brukseli, Luksemburga, Gandawy i kilku innych. Kochani !! to nie jest fotografia, to wielki Vermeer namalował dla nas to arcydzieło swoim genialnym pędzlem. Proponuję jeszcze jeden rzut oka na ten obraz. Widzicie jak przepięknie składa się światło na przedmiotach. Kto dzisiaj by tak umiał oddać piękno i smak życia?
Ale w Wiedniu jest jeszcze Belweder do którego koniecznie musimy się udać. Bo jest tutaj najsławniejszy obraz Gustawa Klimta – POCAŁUNEK. Tutaj przed tym dziełem wszystkie zakochane pary robią sobie sesję zdjęciową i marzą o wiecznej nieprzemijającej miłości. No cóż młodość ma swoje prawa a mądrość przychodzi dopiero razem ze starością (a do niektórych przychodzi tylko starość …)
