
Dzień Dziecka zbliża się wielkimi krokami a więc czas najwyższy pomyśleć o przyszłości naszego narodu tj. o dzieciach naszych…
Co lubią dzieci? Dzieci lubią misie. Więc dzisiaj zaprezentuje przepiękną książeczkę o misiu bohaterze – Niedźwiedziu Wojtku! Jest to historia najprawdziwsza z prawdziwych więc tym bardziej godna podarowania naszym maluchom. Opowieść ta jest napisana w taki sposób żeby młody czytelnik sam mógł się „zaczytać” i zaprzyjaźnić z misiem Wojtkiem. Cała ta nieprawdopodobna przygoda zaczęła się w Syrii gdzie mały brunatny niedźwiadek został adoptowany w 1942 roku przez polskich żołnierzy z 22 kompanii zaopatrzenia artylerii w 2 Korpusie Polskim który dowodzony był przez gen. Władysława Andersa.
Zostawmy na chwilkę miłego niedźwiadka i przypomnijmy sobie dlaczego Polacy znaleźli się na tak egzotycznych ziemiach z dala od Polski. W roku 1939 zaatakowali nas Niemcy i Rosjanie którzy podzielili Polskę między siebie. W czasie walk Anders został dwukrotnie postrzelony i znalazł się w niewoli sowieckiej. Trzymano go najpierw we Lwowie a następnie wywieziono go do Moskwy gdzie był wielokrotnie przesłuchiwany i namawiany do wstąpienia do Armii Czerwonej. Paradoksalnie ten 22-miesięczny pobyt w „ruskim sanatorium” ocalił mu życie bo przecież jak wiemy większość polskich oficerów i intelektualistów którzy dostali się do niewoli została wymordowana w bestialski sposób. Władysław Anders został zwolniony z więzienia gdy wybuchła wojna niemiecko-rosyjska (Pakt Sikorski-Majski). Zaczęto wtedy tworzyć polską armię z ludzi wywiezionych przez Rosjan w głąb swojego terytorium, gdzie żyli w straszliwych warunkach (bo przecież nie mieli prawa przeżyć…) Kto mógł to szedł do Armii Andersa a następnym krokiem była ewakuacja wojskowych i cywilów w kwietniu 1942 roku z tej piekielnej ziemi na Bliski Wschód. Jest to lapidarne streszczenie ponurych spraw które wyjaśniają skąd nagle Polacy znaleźli się w Iranie i Syrii.
A teraz wróćmy do naszego dzisiejszego bohatera. Był on sierotą i nasze polskie chłopaki musiały go karmić mlekiem z butelki ( a butelka była po wódce…) Ten maluch na początku stanowił żywą maskotką, bo przecież małe niedźwiadki tak samo jak małe dzieci potrzebują opieki matki, bez nich czują się bezradne i nieszczęśliwe. Maluch rósł szybko a jego ulubionymi potrawami były słodycze, soki i oczywiście przepadał za miodem. Poza tym uwielbiał się kąpać, a jego ukochaną zabawą były zapasy z żołnierzami – zwykle wygrywał. Wojtek przeszedł cały szlak bojowy ze swoją 22 kompanią zaopatrzenia artylerii – z Iranu poprzez Irak, Syrię, Egipt do Włoch aż po demobilizację w Wielkiej Brytanii. Nasz zuch dosłużył się w wojsku stopnia kaprala! Bo musicie wiedzieć, że już w Iraku na początku swojej przygody z Wojskiem Polskim złapał arabskiego szpiega (Wojtek osaczył go w środku obozu a ten przerażony i wystraszony poddał się bez walki). W roku 1944 cały korpus został skierowany do walk we Włoszech i został tam przetransportowany słynnym statkiem „Batory” – Wojtek był największym zwierzęciem, który kiedykolwiek znalazł się na jego pokładzie. A tutaj na włoskiej ziemi wziął udział w sławnej bitwie pod Monte Cassino. Dźwigał ciężkie skrzynie z amunicją które zanosił w łapach na stanowiska ogniowe i wracał po kolejne porcje ładunków. Od tamtej pory symbolem 22 kompani stał się niedźwiedź z pociskiem w łapach. Symbol ten pojawiał się na odznakach, proporczykach i mundurach! Przepiękna historia która ukazuje zabawne ale i prawdziwe losy niedźwiedzia Wojtka, to przede wszystkim opowieść o żołnierzu polskim. Książeczkę tą wydano bardzo starannie z licznymi ilustracjami oraz z rozkładaną mapą ukazującą całą trasę którą przebył Kapral Wojtek
PS.
Nie mówcie tego dzieciom ale ulubionym trunkiem Wojtka było zimne piwo pite prosto z butelki

PS.
Figurka którą się chwalę jest kopią pomnika znajdującego się w Żaganiu.
Wiesław A. Lasocki „Wojtek spod Monte Cassino”
Poleca Sławomir GRALKA
