
„Wszystkich burżujów mających zegarki i rowery wyrżnąć”
Sergiusz Piasecki jako młody chłopak trafił do Moskwy gdzie zobaczył na własne oczy rewolucję bolszewicką i do końca swojego życia nabrał odrazy do komunistów. Ludziom którzy nie znali realiów sowieckich tłumaczył: „Tu w bufecie obiady, pomarańcze, czekolady. Tam farbowana herbata z sodą, słodzona sacharyną. Tu lśniące posadzki, centralne ogrzewanie, potoki światła. Tam zaplute podłogi, pokryte dywanem śmieci, psie zimno. Tu perfumy, jedwab, pończochy na nogach kobiet. Tam smród brudnych połatanych kożuchów, machorki i dziegciu”. Autor dzisiejszej „lektury” był postacią nieszablonową – brał udział w obronie Warszawy w 1920 roku a jednocześnie nie mając środków do życia parał się szulerką i podrabianiem czeków. Po pierwszej wojnie światowej podjął współpracę z polskim wywiadem. Dzięki doskonałej znajomości języka rosyjskiego i białoruskiego oraz swoistego sprytu i brawurowej odwadze został doskonałym wywiadowcą. Ale wywiad wojskowy płacił wtedy niewiele i Piasecki dorabiał sobie jako przemytnik. W tamtych czasach teren na którym pracował był porównywany do „Dzikiego Zachodu” – bandyci, przemytnicy, złodzieje którzy zdobywali olbrzymie fortuny i szybko je tracili na różnych hulankach. Sam Sergiusz przemycał do Rosji kokainę a stamtąd futra. Po kilku latach wywiad usunął go ze swoich szeregów za czyny nielicujące z oficerskim stopniem (był podporucznikiem). Nie mając środków do życia został pospolitym bandytą – dokonał kilku napadów z bronią w ręku za co został skazany na karę śmierci. Naszemu awanturnikowi uratowało skórę to, że był doskonałym pracownikiem wywiadu i Prezydent zmienił mu karę śmierci na 15 lat więzienia. To tutaj w „kryminale” narodził się przyszły znakomity pisarz. Siedząc w więzieniu przeczytał ogłoszenie o konkursie literackim. Napisał książkę „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”która przyniosła mu olbrzymią popularność (opisał w niej swoje wyczyny przemytnicze). Zachwycony tą powieścią Melchior Wańkowicz zabiegał o uwolnienie Piaseckiego i w 1937 roku Prezydent Ignacy Mościcki ułaskawił go. (Mamy tu przepiękny i najlepszy przykład oddziaływania literatury na losy człowieka). Tuż przed II Wojną Światową napisał jeszcze kilka znakomitych powieści. Sam o sobie mówił z ironią: „król granicy i bóg nocy, który stoczył się do poziomu literata polskiego”. Później II Wojna Światowa i współpraca z Armią Krajową. Nie miejsce na opis wszystkich jego przeżyć w tym trudnym dla Polski okresie ale np. to Sergiusz Piasecki dwukrotnie ocalił życie Józefowi Mackiewiczowi. A po wojnie … na emigracji napisał genialne arcydzieło, które zachwyca do dziś :„Zapiski oficera Armii Czerwonej” gdzie wykpił i ośmieszył bolszewików. Książka ta ma formę pamiętnika prowadzonego przez oficera Miszę Zubowa , który przeżywa szok kulturowy po napaści swojej armii na Polskę. Okazuje się, że dozorca jest burżujem… bo na nogach ma buty z cholewami a na śniadanie je chleb z kiełbasą! Dochodzi też do tragikomicznego wydarzenia w przedziale kolejowym. Misza widząc, że jakiś pasażer odkręca nakrętkę od termosa zastrzelił go bo był święcie przekonany, że ten burżuj chce odpalić bombę. I tak co strona to czytelnik kona ze śmiechu. Nasz Misza dziwi się czemu to Polki nie okazują nim zainteresowania mimo że wprawił sobie złote zęby dla urody. Jest to doskonała powieść oddająca całą prawdę o sowieckim człowieku. Sam Piasecki tak pisał o swojej książce „uważam satyrę za broń ludzi wolnych duchem i brzydzących się obłudą”. I jeszcze jeden epizod z życia naszego Miszki Zubowa. Po wielu perypetiach odnalazł on swojego przełożonego z którym „robił” partyzantkę tj. okradał ludzi z zegarków i obrączek. Ten jego przełożony postanowił odnaleźć inne oddziały sowieckiej partyzantki. Misza skrupulatnie zanotował „Widać, że dowódca nawiązał kontakt z naszymi bo wrócił na czterech…” Jakie to urocze!
Sergiusz Piasecki pod koniec życia napisał „Czekam kiedy diabeł – obojętnie jakiego koloru – wydusi nareszcie bolszewików aby móc wrócić do Polski, którą kocham ponad wszystko.
Ps. A Misza Zubow z lubością powtarzał starą bolszewicką mądrość:
„Woda to nie wódka, dużo jej nie wypijesz…”
Pozdrawlaju!
